Oglądając nagrania z dzieciństwa, widzę wyraźnie moment, w którym mała, radosna i odważna Agniesia zaczęła się zmieniać. W przedszkolu byłam spontaniczna, ruchliwa, pełna pomysłów. Po rozpoczęciu szkoły – coraz bardziej poważna, skupiona, nagradzana za wyniki i „grzeczność”. Wtedy zaczęła się moja droga w stronę perfekcjonizmu.
Zamiast zabawy i wygłupów – świadectwo z czerwonym paskiem, nagrody, turnieje. Zamiast swobody – presja, by być najlepszą. Długo wierzyłam, że to moja własna decyzja. Że kocham się uczyć i sama kalkuluję, co się „opłaca”. Dziś widzę, że to była strategia przetrwania – zdobyć „słoneczko” w szkole, zasłużyć na uwagę i miłość.
Moje ciało pamięta zamknięcie. Pamięta kulkę ze wstydu, gdy dostałam pierwszą niedostateczną. Pamięta złość, gdy krzyczałam w grupowej pracy terapeutycznej: „Dość tego, że muszę tyle robić, by mnie widzieli, kochali, docenili!”. Wtedy zaczęłam odzyskiwać głos.
Neurobiologia pokazuje, że dzieci uczą się dopasowania jako formy bezpieczeństwa. Uśmiech i posłuszeństwo to strategie, które chronią więź (Porges, 2011). Ale pod spodem zostaje niewyrażona radość, złość, smutek. W dorosłości to ciało przypomina: autentyczność nie oznacza utraty więzi (van der Kolk, 2014).
Dziś uczę się zaufania do własnych impulsów, pozwalam sobie na słabość i ekspresję. Bo ciało wie, kiedy powiedzieć „stop”.