Laban Bartenieff Movement System: ciało jako język, który prowadzi do zmiany

Czy wiesz, że istnieje system, który opisuje coś znacznie szerszego niż „taniec”? To jak lupa do patrzenia na człowieka w ruchu — na to, jak oddycha, jak wchodzi do pokoju, jak sięga po kubek, jak milknie, kiedy robi się trudno. I co to wszystko mówi.

Rudolf Laban był jednym z tych ludzi, którzy mieli odwagę zadać pytanie: Jak uchwycić somatyczne doświadczenie w formie, która z definicji je zatrzymuje? Przy tym, jak zachować jego rangę – nie traktować jak ozdobę do muzyki i nie jako „coś dla tancerzy”, tylko jako uniwersalny język. Zastanawiał się: dlaczego jedna osoba wchodzi do pomieszczenia, a Ty czujesz spokój, a inna wchodzi i od razu robi się nerwowo, choć nikt nic nie powiedział? Dlaczego czasem czyjeś „jest okej” brzmi jak „nie podchodź”, a innym razem jak prawdziwe „zapraszam”? Laban nazwał i uporządkował elementy ruchu tak, żeby można było o tym rozmawiać — bez wróżenia z fusów.

4 podstawowe pytania

Później przyszła Irmgard Bartenieff — tancerka i fizjoterapeutka, uczennica Labana — i dołożyła do tego coś kluczowego: ciało nie jest tylko formą w przestrzeni. Jest organizmem. Ma swoje połączenia, swoje napięcia, swoją pamięć, swoją grawitację. Bartenieff połączyła analizę ruchu z anatomią i somatyką. Dzięki niej ten język stał się bardziej „ziemski”: mniej o ideach, bardziej o tym, jak naprawdę działa kręgosłup, oddech, miednica, stopy. Jak w ciele mieszka życie.

To, co dziś nazywamy Laban/Bartenieff Movement System, to w skrócie sposób patrzenia na ruch przez cztery proste pytania:

Co robi ciało?
Jaką ma energię? (Jakie konkretnie jakości ruchowe o niej informują?)
Jaki kształt przyjmuje?
Jak układa się w przestrzeni?

Brzmi prosto, ale działa zaskakująco trafnie.

Jak ciało mówi w codziennym życiu?

Bo zobacz: gdy jesteś zestresowana, Twoje ciało często się kurczy. Ramiona lekko się unoszą najeżone, oddech staje płytki, ruch wewnętrzny „pośpieszny”, jakbyś chciała się szybciej stąd wydostać, choć często nie możesz się fizycznie ruszyć. A gdy czujesz się bezpiecznie — rozszerzasz się, ciało się rozluźnia, zajmuje więcej przestrzeni – wewnątrz i na zewnątrz. Patrzysz szerzej, ruchy stają się bardziej miękkie, oddech schodzi niżej.

Albo inny przykład: rozmawiasz z kimś, kto gwałtownie gestykuluje, jakby kroił powietrze nożem. Nie musisz znać jego biografii, żeby zauważyć wielokierunkowy ruch i szybki czas. Możesz sprawdzić, jak się masz w takim kontakcie: Czy naturalnie się cofasz, zwężając swoją osobistą przestrzeń, by czujaś ekspresja nie napotkała żadnego oporu lub może sama wchodzisz w podobny ton,  Twoje kończyny oddalają się od centrum, a ton głosu się podnosi? A ktoś inny mówi wolniej, z pauzami, i nawet jeśli mówi trudne rzeczy, być może w Tobie robi się więcej miejsca, a może znudzona łapiesz się na tym, że myślisz już dawno o czymś zupełnie innym? Najpierw potrzebujemy zauważyć, co robi ciało. Potem, gdy nasza świadomość już obejmuje to, co się porusza, możemy sprawdzić, jak się z tym czujemy i dopiero na końcu – zdecydować, co dalej. 

Bo być może zbyt wiele kierunków, a zbyt mało osadzenia w ciężarze, może sprawiać, że jesteś chronicznie przemęczona brakiem rezultatów – twoja energia się rozprasza. Z kolei zbyt duży ciężar i jeden kierunek jest materialną emanacją Twojego poczucia utknięcia, nudy, braku werwy, inspiracji do działania. Być może obecne ścieżki ruchu  już u Ciebie nie działają, a wyuczona choreografia Twojego życiowego tańca już dawno nie pasuje do muzyki tych czasów i Twojego wnętrza. 

Zmiana dzieje się w ruchu

Gdy masz już wgląd w swoją świadomość, znasz rządzące schematy, często myślisz: teraz już będę żyła inaczej, bo przecież wiem, jaki wpływ miało na mnie moje dzieciństwo, jak funkcjonuje ta konkretna trauma… Mija czas, a Ty dalej wchodzisz w kolejny toksyczny związek, dalej masz poczucie bycia „używaną” w pracy, dalej tkwisz w tym samym pokoju, myśląc, co jest ze mną nie tak. Pojawia się frustracja, złość, zniechęcenie…bo tyle lat już pracujesz nad sobą, a zmiana się nie wydarza. A czy pytałaś siebie kiedyś, czy zmieniłaś jakikolwiek ruch? Tak przyziemnie – np. poszłaś do pracy inną drogą, albo wolniej i z większym oddechem rozmawiałaś z klientem, albo pozwoliłaś sobie naprawdę usiąść w fotelu, a nie odrywać od niego na każde zawołanie.

 Sama potrzebujesz podjąć decyzję, czy chcesz spróbować nowych ruchów, innych jakości, czy zostajesz ze swoim ciałem tu gdzie jesteś?

I powiedzmy sobie wprost, jeśli ciało komunikuje „tak jest mi dobrze”, bo np. czuję spokój, relaks, głęboki oddech, zadowolenie, ciepło… To super!

Oddychaj do tej chwili i się nią ciesz! Ale jeśli daje inne komunikaty: napięcie, niepokój, zacisk, zmęczenie, choroba, płytki oddech, poczucie niewystaraczlności, to może niekoniecznie jest mu dobrze?

Zapytasz, skąd mam wiedzieć, jakie ruchy mam robić, by żyło mi się lepiej? Czy dostanę „plan treningowy” jak na siłowni? 

Nasze ciała przez lata marginalizowane, używane do osiągania celów zamierają w naturalnej roli przewodnika. Dlatego warto skorzystać ze wsparcia „tłumacza” języka ruchu na język zrozumiały dla naszej głowy. Laban Bartenieff Movement System to alfabet, z którego korzystają terapeuci somatyczni czy trenerzy języka ruchu i świadomej pracy z ciałem.

Po co uczyć się języka naszego wnętrza?

Ten system pomaga zobaczyć, że ruch ciała nie jest tylko funkcjonalny. Jest oknem pokazującym różnorodne sposoby naszego bycia w świecie. W nim zapisana jest nasza historia i „choreografie minionych pokoleń”, to, w co wierzymy, to, w jaki sposób myślimy i jakie mamy przekonania. Ruch biegnie tym samym kanałem, co emocje, zatem pokazuje też, co czujemy i jak wyrażamy nasze serce. 

W ciele zapisują się strategie: jak się bronimy, jak prosimy, jak udajemy, że nam nie zależy. Bardziej szczegółowo mapę ciała i struktury charakteru opisuje inny system, z którego korzystam w swojej pracy – Core Energetics, ale o tym innym razem. To widać w drobiazgach: w tym, czy potrafimy oprzeć się o ścianę i odpuścić, czy stoimy na baczność, nawet kiedy jesteśmy w domu. W tym, czy chodzimy tak, jakbyśmy przepraszali podłogę, że po niej idziemy. W tym, czy potrafimy powiedzieć „nie”, nie cofając przy tym głowy i nie chowając brzucha, jakby „nie” miało nas kosztować życie.

LBMS nie służy do oceniania. To nie jest test osobowości w wersji instant: „zrób ruch, a powiem Ci, jakim typem jesteś”. To też nie zestaw ćwiczeń, które dadzą określony efekt, gdy będziesz wytrwała. To raczej nauka rozmowy, bycia w dialogu ze swoim ciałem. To narzędzie, które wpisane w szeroki kontekst naszego życia pozwala zauważyć wzorce, zanim zaczną nami rządzić w sposób destruktywny, nie kierujący „ku życiu”. To jak nauka nowego języka do rozmowy o czymś, co zwykle zostaje w sferze myśli, „mam takie wrażenie”, „tak czuję się od lat”, a teraz staje się ucieleśnione. 

Ja lubię myśleć o tym tak: ciało cały czas prowadzi narrację równoległą do tego, co mówimy. Czasem jest z nią zgodne. A czasem mówi zupełnie co innego — i to właśnie wtedy zaczyna się najciekawsze.

Bo jeśli ciało jest językiem, to nie chodzi o to, by brzmiało poprawnie ani by było podziwiane. Chodzi o to, by przestało być zagłuszane. By mogło drżeć, zaciskać się, mięknąć, rozszerzać — i żebyśmy nie uciekali od tego jak od błędu w tekście. Czasem sens nie przychodzi od razu. Czasem zdanie ciała dojrzewa miesiącami. Ale kiedy uczymy się słuchać bez pośpiechu, zaczyna się rodzić zaufanie.

Zaufanie, które nie jest ideą, lecz doświadczeniem.
Zaufanie, które oddycha.

Świadome ciało nie jest projektem do naprawy. Nie jest kolejnym etapem samodoskonalenia. Jest miejscem, w którym wracamy do domu. Kiedy tancerz staje się tańcem, nie dlatego, że wszystko zaplanował, lecz dlatego, że przestał się bać własnego ruchu. Kroki przestają być wysiłkiem, stają się odpowiedzią. Nie wymyślam ich — one mnie prowadzą.

Przewodnik, którego nosisz w sobie

W życiu oznacza to coś radykalnego.

W świecie, który każe nam nieustannie pracować nad sobą, poprawiać się, uzdrawiać, przekraczać, świadome ciało przywołuje Wewnętrzną Przewodniczkę. Nie jako kolejną instancję kontroli, lecz jako ucieleśnioną mądrość. Ona nie żąda perfekcji. Nie stawia warunków. Nie odkłada życia na później.

Nie mówi: „będziesz gotowa, gdy odpuścisz jeszcze sto programów”.
Mówi: już jesteś.

Nie powie: „kiedyś, gdy będziesz lepsza, bardziej świadoma, mniej reaktywna”.
Powtórzy spokojnie: tu. Teraz. W tym ciele.

 

Nie mówi: „poczekaj, aż inni się zmienią”.
Mówi: zacznij od siebie.

Nie obiecuje, że nie będzie bólu.
Obiecuje obecność.

I może właśnie to jest największa rewolucja:
że nie musimy już stać się kimś innym, by zacząć żyć.
Wystarczy, że zaczniemy słuchać.

Bo kiedy ciało mówi, a my nie odwracamy wzroku —
rodzi się coś więcej niż rozwój.
Rodzisz się Ty.

Teraz pora na Twój ruch